50's circle skirts and dresses, vintage design, sewing

wtorek, 12 sierpnia 2014

Juta, juta, juta...

I kolejna torba z juty...nie wiem, kiedy przestańe je szyć...może dopiero, jak skończy mi się dziesięciometrowy kawałek juty :-D Potem przerzucę się na inną tkaninę. Jednak przyznać muszę, że tak, jak nie przepadam za surowym tatarem, tak surowizna w wydaniu torby bardzo mi odpowiada :-) Ta szorstkość i ascetyczny, wręcz ubogi wygląd, w jakiś dziwny, nieokreślony sposób mnie urzeka :-) Może znajdzie się więcej amatorek na ten typ?



poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Torba z juty

Witam wszystkich po pięknym, upalnym łikendzie :-) Pogoda była fantastyczna, mimo że piątek wskazywał na co innego. Całe szczęście, że tylko piątek...jako, że w sobotę bawiłam się na weselu u mojej dobrej koleżanki, blog zszedł chwilowo w zapomnienie. Dziś czas wracać do pracy i innych zajęć. Pojawiła się kolejna torba, którą uszyłam z juty. Uszy oczywiście z paska. Żeby końcówki paska się nie pruły, obszyłam je tym samym materiałem, który służy też za podszewkę. To cienka bawełna. Miała być spódnicą, ale że było jej ciut za mało, to wykorzystałam ją na podszewkę. Zapięcie magnetyczne, co by nie zaglądali do środka nieproszeni goście. Dzięi granatowym prążkom, torba wyszła troszkę w marynarskim stylu :-) Jest niezbyt duża, ale spokojnie można upchać w niej niezbędne każdej kobiecie drobiazgi. Nadaje się i na zakupy i na popołudniowe wypady z koleżankami na kawę :-) Kot też chciał przyjrzeć się nieco bliżej :-)






czwartek, 7 sierpnia 2014

Torba z juty

Kupiłam swego czasu jutę. Taką ze sklepu ogrodowego do owijania krzaczków na zimę, co by nie zmarzły :-)  Zainspirowana pomysłami, co można z niej zrobić postanowilam sama sobie coś sprawić :-) Z juty można chyba robić praktycznie wszystko. Poduszki, obrusy, serwetki, dekoracje świąteczne, worki, torby...i duuużo, duużo więcej ciekawych rzeczy, które mogą stać się oryginalną ozdobą wnętrz. Surowy naturalny wygląd i prostota sprawiają, że juta świetnie wpasowuje się właściwie w każdy styl. Dla mnie najciekawsze połączenie, to połączenie ze stylem rustykalnym, vintage, industrialnym, loftowym. Ale myślę, że na przykład poduchy ze starych worków po kawie z nadrukami, w każdym wnętrzu będą interesującym elementem dekoracyjnym :-) Polecam wszystkim zabawę z jutą. Z mojej uszyłam torbę tote. Jest duża i pojemna. To pierwsza moja torba z juty, ale na tym na pewno nie poprzestanę. Torba ma podszewkę (może ktoś kojarzy, co jeszcze powstało z tego lnu w biało-czerwone pasy, hmm?). Dla usztywnienia spodu, obszyłam kawałek gąbki tym samym materiałem i wyłożyłam na dnie. doszyłam uszy z paska, a że był cienki, to przyszyłam podwójne. Zamknięcie torby jest nieco prowizoryczne, ale na tamten moment nie przyszedł mi do głowy lepszy pomysł. Tym bardziej, że miałam zapięcia magnetyczne, które mogłam wykorzystać, ale zupełnie o nich zapomniałam...ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze :-) Wizualizacja poniżej. Miłego dnia!






wtorek, 5 sierpnia 2014

Torba z pokrowca ciąg dalszy


Coś się ostatnio wkręciłam w torby :-) Spódnice niestety chwilowo przegrywają z kretesem, ale mam jeszcze kilka ciekawych tkanin, które czekają na zmiłowanie. Jak wyczerpie mi się wena na torby, wrócę do spódnic. A tymczasem kolejna "pokrowcowo-lniana" torba z uszami od paska. Z początku nie chciało mi się prasować skończonej pracy, dlatego na pierwszym zdjęciu widać zagniecenia. Nie wygląda to zbyt estetycznie, zatem wyprasowałam należycie torbę i powtórzyłam zdjęcie :-) Choć i tak mam wrażenie, że torba wcale nie wygląda teraz, jakby wyszła z magla...a może to po prostu urok lnu. I jak można zauważyć, dodałam moje ulubione transfery :-) Odcisnęły się dość słabo, chyba dlatego, że były kolorowe. Muszę jeszcze dopracować tę technikę z kolorami. 



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Torba z pokrowca

A to kolejna torba uszyta z pokrowca na krzesło. Jedną torbę już z niego zrobiłam, ale że mam jeszcze trzy takie pokrowce, to uszyłam jeszcze dwie i jeden worek (wszystko oczywiście umieszczę w następnych postach). Na uszy wykorzystałam najzwyklejsze paski kupione w lumpeksie. Dorzuciłam transfer z rowerem i voila! Idziemy na zakupy :-)

Skrzyneczka decoupage

Już jestem. Znaczy wróciłam z urlopu i będę nadrabiać zaległości blogowe :-) Myślałam, że podczas urlopu będzie udawało mi się wrzucać posty ze zrobionymi pracami...ale wiecie, jak to jest. Chcieć a móc...po pierwsze primo nie miałam za bardzo kiedy pisać postów, po drugie primo, nawet jakbym chciała, to w miejscu, w którym byłam zasięg internetowy i telefoniczny pozostawia wiele do życzenia. Dlatego też przerwa trwała tyle, co mój urlop. Ale od dziś wracam na stare tory. Na początek na przemianę trafiła niewielka skrzyneczka, zapewne po jakimś alkoholu, która smętnie stała w kącie pewnej kuchni i nikt absolutnie nie zwracał na nią uwagi. Żal mi się zrobiło bidulki, więc ją nieco podliftingowałam :-) Decoupage. Nic trudnego, ale pudełeczko po zmianie nagle zyskało zainteresowanie i awans na przechowywanie bibelotów. Z pewnością się ucieszyło :-) Ja też z efektu się cieszę. A wam jak się podoba?


Pudełeczko przed metamorfozą....





...i po przemianie





A to zdjęcie bonusowe, google ładnie mi je podrasowało :-D

czwartek, 17 lipca 2014

Tutka o smaku lososia

Lubię łososia :-) I kolor łososiowy. Obecna tu tutka jest właśnie w takim kolorze. To dosyć zabawne, bo kiedy zamawiałam tiul, kolor miał być brzoskwiniowy. Kiedy dotarła przesyłka, okazało się, że od brzoskwini do łososia jest jednak kawałek drogi...Zatem kupując tkaniny przez internet do momentu obejrzenia ich na żywo nie  można być pewnym, że  żółty, to nie kanarkowy albo brzoskwiniony, to nie łososiowy. Tak, jak się to ma w tej sytuacji :-) Na szczęście zupełnie mi nie przeszkadza, że odcień tiulu jest inny, niż było w opisie. I tak oto powstała nie pierwsza, ale jednak pierwsza tiulowa spódnica - i uwaga! - na suwak! Tak! Suwak! Sama w to nie wierzyłam, dopóki po raz pierwszy nie uruchomiłam zamka :-) Mam nadzieję, że teraz będę mogła już zacząć trenować szycie tutek właśnie z suwakami. Nie ukrywam, że w takim wydaniu wyglądają zdecydowanie lepiej.
Nie dodają  kilogramów w talii, co ma miejsce w przypadku spódnic z gumką. Ale do rzeczy. Zużyłam 8 metrów tiulu! Może tego nie widać, ale uwierzcie mi - naprawdę 8 metrów. Zmarszczyłam go dość suto, a że jest bardzo cienki i delikatny, to wydaje się, że jest go niewiele. Podszewka to materiał zakupiony oczywiście w lumpeksie, kolor idealnie dopasował się odcieniem do tiulu :-) Bluzka to też lumpeks. Na zdjęciu te błyszczące punkciki to mnóstwo koralików, które pod wpływem lampy w moim telefonie zamigotały, niczym diamenty (a jak wiadomo, diamenty są  najlepszym przyjacielem kobiety) Całość zaprezentowała się całkiem spójnie. Sama zdziwiłam się, ile może zmienić bluzka. No tak...to faktycznie wiele zmienia - kobieta w bluzce, kobieta bez bluzki. Chyba będę częściej dobierać górę do spódnic dla mojej modelki. Może ona dlatego zawsze taka nieruchoma, bo goła?